piątek, 31 sierpnia 2012

To ostatni weekend letniej wyprzedaży w jackpot

Dostałam wczoraj sms-a, że to już ostatni weekend letniej wyprzedaży (z obniżkami do - 70%) w sklepach Jackpot, Cottonfield, Matinique i Part Two.
 
Dziś przyszedł e-mail, że to ostatnie dni "ostatecznej obniżki" z linkiem do sklepu internetowego jackpot. I tutaj czekała mnie niezbyt miła niespodzianka.
 
Wygląda na to, że znowu coś nie zadziałało w sklepie internetowym, bo w te reklamowane ostatnie dni letniej wyprzedaży ceny znowu poszybowały i wróciły do poziomu sprzed obniżek (?!). Jeżeli jakaś dobra dusza nie skoryguje tego błędu, nie będzie szansy zrobienia tańszych zakupów w sklepie internetowym jackpot w ten weekend.
 
Pozostają jedynie - nieźle już przetrzebione - półki ze "special ofer" w sklepach jackpot w naszych miastach.
 
Kończą się wakacje i kończy się wyprzedaż. Ja już dziś zrobiłam jesienne porządki w swoich szafach, letnie sukieneczki i kolorowe sandałki ustąpiły miejsca sweterkom, chustom i czółenkom. Jestem gotowa na wrzesień i na jesień. I na "new arrival" oczywiście.
 
    
 naszyjnik Carisette - można go znależć z sklepie internetowym jackpot w zakładce "SALE", ale dziś znowu kosztuje 99 zł
 
 
tunika Fiorila - zakwalifikowana do oferty specjalnej w sklepie internetowym jackpot w zakładce "SALE", ale dziś znowu kosztuje 439 zł

Mój anioł

Mam swojego anioła!

 
To niesamowite, że mogłam zobaczyć jak powstaje. Tworzenie takiego obrazu na szkle musi być przemyślane. Nakłada się kolejne warstwy tak jakby w odwrotnej kolejności, zaczynając od konturu, zdobień, a kończąc na wypełnieniu go kolorami. Mój anioł suszył się przy kominku przed oprawieniem obrazu. Pracownia Pani Zofii Majerczyk - Owczarek była fascynująca.
 
 
Jeszcze nie skończone obrazy.
 
 
 
  Tak obraz wygląda "od tyłu".
 
Do tego jeszcze, na pamiątkę naszej nastej rocznicy, na Gubałówce góral wyrzeźbił w czerwonym drewnianym sercu nasze imiona i ile lat jesteśmy razem, no i śliczną różyczkę. Och ...
 
(Nie szkodzi, że padł nam akumulator, a w domu zastaliśmy zalaną łazienkę. Może to i była pechowa rocznica, ale za to jaka piękna!) 

wtorek, 28 sierpnia 2012

Na szkle malowane

Nie znalazłam w tym roku na Jarmarku Jagiellońskim w Lublinie obrazów Pani Zofii Majerczyk - Owczarek (http://pl.wikipedia.org/wiki/Zofia_Majerczyk-Owczarek), dla których wybrałam się na Jarmark. Tak więc dziś trafiłam do pracowni Pani Zofii w Zakopanem. Wszystko mi się tu podoba: obrazy na różnych etapach ich tworzenia, drewniany dom z dłuugą historią, serdeczność i skromność Pani Zofii, no i to, że pozwoliła Mojemu Największemu Skarbowi jeździć małym rowerkiem (swojego wnuczka) po pełnej obrazów pracowni. W tym miejscu trzeba wspomnieć, że są to obrazy malowane na szkle (!).
 
Pani Zofia Majerczyk - Owczarek to wszechstronna Artystka. Od pokoleń związana z Zakopanym. Tworzy nie tylko piękne obrazy na szkle, ale też hafty, stroje regionalne, wiersze ...
 
Nie wiem, jak działa ta magia, ale Pani Zofia potrafi chyba tchnąć w swoje obrazy to, co mi się w Niej samej tak spodobało. Są piękne, ciepłe, pogodne, emanują miłością, napawają spokojem i optymizmem. Uwielbiam budzić się rano i patrzeć na jeden z nich, pełny kwiatów. Dlatego dziś wyszłam z pracowni z dwoma aniołkami (jeden gra na akordeonie, a drugi na flecie). Pani Zofia namaluje też anioła w góralskiej sukni, który ma być dla mnie prezentem od Miłości Mojego Życia na naszą nastą rocznicę (to już jutro! a właściwie dziś, bo jest już przecież po północy). Jestem przeszczęśliwa.
 
 
 
 
 
 
 
Ps. Wróciliśmy do Zakopanego pierwszy raz od czasu pewnego pamiętnego Sylwestra, z którego droga powrotna, przez zaspy śniegu, zajęła nam aż 22 godziny!!! Miasto - delikatnie mówiąc - trochę mnie przytłoczyło. Trudno było się przecisnąć pomiędzy tabunami bajkowych stworów, misiów, owieczek i postaci z Gwiezdnych Wojen na Krupówkach. 

wtorek, 21 sierpnia 2012

Jarmark Jagielloński w Lublinie

Ruszyłam w Polskę. Ze mną oczywiście moi jackpot'owi ulubieńcy: nowa bluzeczka z motylkiem, jasne rybaczki, prześliczna letnia bluzeczka Piolasian w kwiaty. I ona właśnie wybrała się ze mną (na mnie) na Jarmark Jagielloński w Lublinie (http://www.jarmarkjagiellonski.pl/). Jarmark tradycyjnie opanowuje lubelską starówkę w drugiej połowie sierpnia. W tym roku trwał od 17 do 19 sierpnia. Sama starówka jest wyjątkowa, bo oryginalna. Bardzo urokliwa. Z pięknymi perełkami, np. cudną błękitną kamieniczką w rynku. 

Aż brak mi słów, żeby opisać to bogactwo doznań. Niemal na każdym rogu słychać było kapele. Nawet zabłądziwszy w jakieś podwórko trafiłam na wspaniały koncert. Na deptaku prowadzącym na starówkę rozłożył się wóz z chlebem i warsztat, gdzie wyciskano olej i można było uraczyć się lemoniadą ze szklanych butelek z białym korkiem (wielokrotnego użytku, jak w PRL). Na całej starówce tłoczyły się stragany (małe drewniane domki) ze wszystkim, czego dusza zapragnie. Rzeźba, wyroby z ceramiki, obrazy malowane na szkle, wyroby z wikliny, hafty, kilimy, bieżniki, chusty, ręcznie robiona biżuteria. Twórcy ludowi przybyli z różnych regionów Polski, Ukrainy, Białorusi i z Litwy.

Zewsząd dobiegały smakowite zapachy. Można było uraczyć się ogromną pajdą świeżutkiego chleba ze smalcem skwarkami i ogórem, bigosikem, pierogami biłgorajskimi na słodko, oscypkami z grila, cebularzem, chałką, tradycyjnymi ciastami, sękaczem, kwasem chlebowym. Przy bazylice Ojców Dominikanów jak co roku częstowano pierogami Świętego Jacka. W tym roku ulepiono ich 15 tysięcy!

A dzieci były zabawiane przez czarownicę i błazna, obserwowały jak pracują kowale, jak się wybija monety, rysowały i lepiły garnki.   


przepiękne anioły młodej, ale bardzo zdolnej i utytułowanej rzeźbiarki Agnieszki Głuszek - Nowickiej, kontynuującej rodzinne tradycje









piątek, 10 sierpnia 2012

Słońcochroń na deszcz



Mówiłam tobie już pięćdziesiąt kilka razy,
żebyś już poszedł sobie, przecież pada deszcz,
to przecie śmieszne takie stać tak twarz przy twarzy,
to jest naprawdę niesłychanie śmieszna rzecz;


żeby tak w oczy patrzeć: kto to widział?
żeby pod deszczem taki niemy film bez słów,
żeby tak rękę w ręku trzymać: kto to słyszał?
a przecież jutro tutaj się spotkamy znów -


i tak się trudno rozstać, i tak się trudno rozstać,
no, nawet jeśli trochę pada, to niech pada -


i tak się trudno rozstać, i tak się trudno rozstać,
nas chyba tutaj zaczarować musiał deszcz.


To pierwsza zwrotka wiersza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego pt. "Deszcz" z 1950 r. Piękną muzykę do tego wiersza napisał Władysław Szpilman. A wyśpiewali go m.in. Irena Santor, Krystyna Prońko, Łucja Prus, Beata Kozidrak i Robert Janowski.

Wieeelkimi krokami idzie na nas jesień. Moje klapeczki zziębnięte schowały się do szafy. Pada. Ale jesień też może być cudowna. Całowałyście się kiedyś w deszczu? Wtulałyście się w ciepłe, mocne męskie ramiona pod jednym parasolem? Pozwoliłyście się opiekuńczo opatulić pachnącym jego zapachem swetrem w chłodniejszy wieczór? Nie zwraca się uwagi na to, że ławka jest mokra. Deszcz odgradza Wasz niezwykły, zakochany świat od szarej codzienności. Oj, nie chciałabym, żeby czas wymazał z mojej pamięci te wspomnienia.

A tymczasem w sklepie internetowym jackpot special offer schodzi jak świeże bułeczki, ustępując miejsca zupełnie nowym new arrivalsom. I tu dochodzę do sedna sprawy: poznajcie moją dzisiejszą inspirację - oto nowa parasolka jackpot Jurlique, dostępna w sklepie internetowym za 99 zł. Nie wiem dlaczego zainspirowała mnie do pisania o pocałunkach w deszczu, skoro słowo "parasole" po włosku oznacza dosłownie "słońcochron”.

  
  
zdjęcia ze strony: http://www.jackpotshop.com/pl/

A żeby nie było jej smutno (a właśnie: jej - parasolce, czy jemu - może poprawniej jest mówić "parasol"), przypomnijmy sobie parasolki z poprzednich kolekcji jackpot.